Solo travel i grey gap year: wolność w podróży po pięćdziesiątce?
Wyobraź sobie, że masz wreszcie wolne. Nie tak, że dzieci są na koloniach, a ty ogarniasz serial i zaległe pranie, tylko wolne na serio: kredyt spłacony, dzieci samodzielne, a Ty zaczynasz myśleć, co z tym życiem zrobić.
Okazuje się, że jest coś takiego jak „gap year” dla nastolatków, tylko w wersji 50+. I wcale nie trzeba czekać do emerytury, żeby spakować plecak, kupić bilet w jedną stronę i zobaczyć, czy świat naprawdę wygląda tak kolorowo, jak to pokazują na Instagramie.
Co to w ogóle jest grey gap year?
To pomysł, który przywędrował do nas z Zachodu. Jak zresztą większość takich. Według Brytyjczyków i Amerykanów grey gap year to taki okres, w którym ludzie w średnim i starszym wieku podróżują, uczą się czegoś nowego, nadrabiają: często po prostu spełniają swoje marzenia. I nie chodzi o wycieczki emerytów autokarem po Europie. To raczej świadome, samodzielne podróże – czasem z biletem w jedną stronę, czasem na pół roku do Azji, czasem na miesiąc do Portugalii, a czasem po prostu z camperem po Polsce.
Solo travel – czyli czemu ludzie coraz chętniej podróżują sami?
Solo travel jeszcze kilka lat temu kojarzył się głównie z 20-latkami, którzy pakują plecak i ruszają w świat „szukać siebie”. Dziś to trend raczej uniwersalny: i dla młodych, i dla tych z siwiejącymi włosami. Ja akurat lubię solo travel od dawna. Często podróżuję z dziećmi, siostrą, przyjaciółką, ale przychodzi taki moment, kiedy mówię: stop, lecę sama.
Kiedy podróżujesz bez kompanów:
- Masz pełną wolność decyzji. Nie musisz się kłócić, czy dziś zwiedzacie muzeum, czy leżycie na plaży.
- Sprawdzasz siebie. Podróż w pojedynkę to świetny test charakteru, który jeśli jest zdany, a zwykle jest, daje masę satysfakcji.
- Poznajesz ludzi. Paradoksalnie, podróżując samemu, częściej nawiązujesz znajomości. Hostele, warsztaty i wycieczki jednodniowe to kopalnia nowych przyjaźni.
Zalety grey gap year
Grey gap year – czyli srebrny rok wolności to świetna okazja, żeby sobie trochę polatać po świecie. Dzięki temu, że nie musisz już wstrzeliwać się w ferie czy wakacje, możesz lecieć np. w listopadzie, gdy jest taniej i spokojniej, a nie ma upałów. To też opcja dla tych, którzy źle znoszą upały i rozumieją trend coolcation.
Możesz też, zamiast tygodnia wakacji, zaplanować dłuższe wyjazdy, np. miesiąc w Portugalii czy pół roku w Tajlandii. A ponieważ jesteś osobą dojrzałą, to nie „zaliczasz atrakcji”, tylko naprawdę smakujesz miejsca. Masz cierpliwość, żeby siedzieć godzinę w kawiarni i obserwować ludzi.
Wyzwania samotnego podróżnika po 50-tce
Nie ma co udawać – grey gap year ma też swoje minusy. Pierwsze dni w obcym kraju mogą być trudne. Na szczęście grupy wsparcia dla solo podróżników 50+ istnieją i naprawdę pomagają. W Polsce są to np. grupy facebookowe, takie jak Podróżujmy razem +50 czy Podróżujmy razem ±50, gdzie ludzie zgłaszają się na wspólne wyjazdy. Jest też portal Olneo.pl, który działa jak portal randkowy, tylko że dla podróżników – możesz znaleźć kogoś na jesienny city break.
Jeśli wolisz gotowe rozwiązania, sprawdź biura podróży z ofertą „wycieczek dla singli po 50-tce” albo klub podróży OneFun – Team Solo. A gdy szukasz globalnych opcji – członkostwo w międzynarodowej społeczności Solo Travel Society może być kopalnią historii i wsparcia.
Coś jeszcze? Zdrowie i ubezpieczenie. Nie warto na tym oszczędzać. Dobra polisa podróżna to podstawa.
A co z kasą? No właśnie… Ktoś może powiedzieć: „Fajnie, tylko kogo stać na miesiąc w Portugalii czy pół roku w Azji?”. I to prawda… sytuacje są różne. Jedni mają odłożone oszczędności, inni dopiero spłacają kredyt. Nie chodzi o to, żeby wszyscy od jutra rzucili pracę i kupili bilet w jedną stronę. Raczej o to, żeby sprawdzić, co w Twojej sytuacji jest możliwe. Czasem to nie musi być rok. Wystarczy kilka tygodni, a nawet kilka dni w zupełnie innym rytmie niż zwykły urlop. Ważne, żeby dać sobie przestrzeń na oddech i poczucie, że to Ty decydujesz, jak chcesz spędzać czas. Bo taki srebrny rok wolności często jest możliwy bez względu na pieniądze, ale wynika ze zmiany podejścia.
- Jeśli masz ograniczony budżet, to szukaj tanich lotów. Jak to zrobić, to kiedyś opisałam. Bardzo skrupulatnie, drobiazgowo. Zobacz TUTAJ.
- Nie bój się też hosteli albo czasami wybierz hotel… bez widoku, bez śniadania czy z łazienką poza pokojem.
- Pakuj się lekko. Plecak to Twój najlepszy przyjaciel, bo walizka może tylko przeszkadzać.
Myślę, patrząc też na moich rodziców, którzy teraz mają czas i środki na podróże, ale nie mają już często siły, że największy błąd to czekanie na „kiedyś”. Kiedyś może nigdy nie przyjść. Dlatego jeśli czujesz, że życie ucieka, to zdecydowanie nie czekaj na kolejne urodziny. Sprawdź ceny biletów, zaplanuj pierwszy krok i… leć.