Samotna podróż? Owszem. Stresująca? Trochę. Satysfakcjonująca? Bardzo
Czasem największą przeszkodą w podróży nie jest cena biletu. Tylko to, że nie ma nikogo obok. Nie ma z kim się pokłócić o plan dnia, nie ma komu powiedzieć: „Zrób mi zdjęcie na tle tej katedry”. A jeszcze trudniejsze bywa to, że nie ma kto powiedzieć: „Damy radę”. Bo może się okazać, że ta „samotna” podróż wcale nie będzie taka samotna.
Ani taka straszna.
Czytaj dalej – opowiem Ci, jak to było u mnie i co pomogło mi się przełamać.
Podróż solo – czyli pierwszy raz bez nikogo znajomego
Moje podróże solo zaczęły się… późno. Bo wcześniej owszem, jeździłam sama, ale raczej do znajomych. Nocleg ogarnięty, rozmowy przy kawie gwarantowane, ktoś na miejscu zawsze był. Aż w końcu przyszedł moment, w którym stwierdziłam: czas na wyjazd samodzielny – taki naprawdę, bez żadnych podpórek.
Poleciałam na Zakynthos. Sama, chociaż z biurem podróży. Nie znałam tam nikogo. Oczywiście już pierwszego dnia okazało się, że w tym samym hotelu mieszkają przemiłe seniorki z Polski, z którymi można sobie pogadać przez barierkę balkonową, a kelner w restauracji właśnie uczy się polskiego i bardzo chętnie ćwiczy. (Zapraszał mnie zresztą na wycieczki Jeepem po wyspie — nie skorzystałam. Żałuję).
Byłam tam tydzień. Sama decydowałam, gdzie zjem i co zjem, pojechałam na wycieczkę zorganizowaną, poszłam sama na plażę, do kogoś się uśmiechnęłam, ktoś zerknął na moje rzeczy, kiedy taplałam się w Morzu Jońskim. Byłam sama – ale nie samotna.
Wyjazd samodzielny nie oznacza społecznej izolacji
Zdarzyło mi się, że próbowałam polecieć „tylko ze sobą” – na trzy dni na Kretę, z planem totalnego odcięcia. Tylko ja, książka, morze i cisza. Nie wyszło.
Już na przystanku przy lotnisku w Chanii poznałam taką zgraną ekipę, że kolejne trzy dni jedliśmy razem śniadania i kolacje, wymienialiśmy się opowieściami, żartowaliśmy, chodziliśmy po mieście. Samotne wieczory w tawernie? Może kiedy indziej…
I tu ważna rzecz: podróż solo nie zawsze oznacza samotność. Wręcz przeciwnie… To często okazja, żeby poznać ludzi, których normalnie byśmy nawet nie zauważyli. Kiedy nie ma nikogo znajomego obok, jesteśmy bardziej otwarci. Ciekawi. I uważni.
Jak się przełamać i polecieć samemu?
Nie będę udawać, że to dla każdego jest naturalne. Bo nie jest. Samodzielna podróż wymaga przełamania. I to nie tylko lęku przed lataniem czy nieznanym miejscem, ale też tego dziwnego przekonania, że „jak się jedzie samemu, to coś jest nie tak”.
A tymczasem wszystko jest jak najbardziej w porządku.
Masz ochotę leżeć cały dzień w parku z książką? Proszę bardzo.
Nie masz nastroju na muzea, chcesz jeść pizzę dwa razy dziennie i po prostu się włóczyć? Kto Ci zabroni?
Nie musisz się dostosowywać, nie musisz z nikim uzgadniać planu. To jest Twój czas – i właśnie to jest najpiękniejsze.
A jeśli bardzo się boisz, masz sto pytań i żadnej odpowiedzi – to dobra wiadomość: te pytania zadaje sobie każdy, kto leci po raz pierwszy sam.
Nie wiesz, jak zacząć? Zerknij do e-booka.
W e-booku „Mikropodróże dla znerwicowanych” znajdziesz nie tylko odpowiedź na pytanie, jak się przełamać i ruszyć samodzielnie w drogę, ale też sporo konkretnych porad:
– jak kupić tanie loty,
– jak ogarnąć logistykę, żeby się nie zgubić,
– jak znaleźć kompana do podróży, jeśli jednak chcesz kogoś ze sobą,
– jak sobie radzić z lękami (spoiler: nie jesteś sama z tym lękiem).
Więcej info znajdziesz tutaj:
👉 https://mikropodroze.pl/produkt/mikropodroze-dla-znerwicowanych/
Samotna podróż może być właśnie tym, czego Ci trzeba
Dziś, kiedy podróżuję z dziećmi, siostrą czy koleżankami, czasem łapię się na tym, że tęsknię za tym momentem, kiedy mogę być sama. Kiedy nikt nie pyta, dokąd idziemy i kiedy jemy. Kiedy mogę po prostu być.
Dlatego we wrześniu lecę sama do Norwegii. A w marcu mam tydzień we Włoszech. Tylko ja. I plan, którego nie muszę z nikim uzgadniać.
Podróż solo to nie kara. To wybór. Czasem trudny, czasem odważny, ale prawie zawsze bardzo satysfakcjonujący.
I jeśli chociaż trochę Cię do tego ciągnie – to spróbuj. Może się okazać, że ten pierwszy wyjazd samodzielny otworzy Ci drzwi do zupełnie nowego świata. A jeśli nie, to zawsze możesz wrócić z niego z nową historią i wspomnieniem, ot choćby kelnera pilnie uczącego się polskiego.