Podróże z dziećmi: mniej bajek, więcej bajkowych miejsc

Twierdza Kristiansten w Trondheim – widok od strony trawnika prowadzącego na wzgórze. Na zdjęciu dwie osoby idące w stronę białej wieży, obok której powiewa flaga Norwegii.

Podróże z dziećmi: mniej bajek, więcej bajkowych miejsc

  • Aleksandra Michalak
  • Mikropodróże - flow

Jeszcze zanim moje dzieci nauczyły się czytać w menu słowo „pizza”, wiedziały, jak wygląda odprawa na lotnisku i że szukanie noclegu to sport dla dorosłych. Zaczęłam z nimi podróżować, gdy miały 3 i 5 lat. Dziś, jako nastolatki, chętnie lecą wszędzie, z każdym i w zasadzie to ja muszę się starać, żeby nadążyć za ich tempem.

Czy zawsze było różowo? Nie. 

Czy było warto? Bez dwóch zdań.

Podróże z dziećmi – czyli jak to się naprawdę zaczyna

Na blogach parentingowych znajdziesz często dwie skrajności: „Z dzieckiem wszędzie się da!” albo „Nie wychodź z domu, zanim nie zdadzą matury!”. A prawda jest jak zwykle pośrodku.

Podróże z dziećmi to nie zawsze bajka. I wcale nie musi oznaczać wizyty w Disneylandzie za 400 euro od osoby. Czasem wystarczy secesyjna kamienica w Rydze, widok na fiord w Norwegii albo czerwony, piętrowy autobus w Londynie. Dla dzieci to wszystko i tak będzie nowe, a dla Ciebie satysfakcjonujące. I jeszcze budżet jakoś da się ogarnąć.

Gdzie jechać z dzieckiem, żeby nie zwariować?

To pytanie, które wraca jak bumerang. Odpowiedź? Tam, gdzie Tobie będzie dobrze, ale z dodatkiem lodów, morza lub parkiem rozrywki. Nawet małym. 

Dla mniejszych dzieci idealne są miejsca, gdzie coś się dzieje „samo”. Fontanny, place zabaw, tunele, ruchome schody. Nie trzeba niczego specjalnego, nawet animacje bywają zbędne – wystarczy bezpieczna przestrzeń do biegania.

Dla starszaków dodałabym interaktywne muzea, wjazdy na wieże, rejsy statkiem. 

A nastolatki? Cóż. Daj im słuchawki, darmowe Wi-Fi i dostęp do Google Maps, a same wymyślą, co warto zobaczyć. Serio. Moje dużo chodzą, zwiedzają, zapamiętują zaskakująco sporo… ale robią mniej zdjęć niż ja. Podczas ferii w Andaluzji mieliśmy zasadę: najpierw zwiedzamy najważniejsze miejsca razem, a potem się rozchodzimy na przykład na 2-3 godziny. Ja szłam na churros, moja podróżnicza koleżanka, która była z nami, do parku oglądać rzeźby albo do katedry, a dzieci… one chodziły po sklepach. I każdy był zadowolony. 

Wyjazd z nastolatkiem – nie taki straszny, jak go malują

Z dzieckiem jedziesz i pilnujesz, z nastolatkiem jedziesz i negocjujesz. Zaskakujące jest to, jak bardzo lubią mieć wpływ na plan. Wciągnij je w wybór miejsca, daj do przescrollowania mapę atrakcji, spytaj, czego oczekują po noclegu. A potem ciesz się tym, że… nikt nie jęczy (albo przynajmniej nie wszyscy na raz). Ja któregoś roku uznałam, że ze względu na stan zdrowia kota, któraś z nas zostanie w domu. Nie miałyśmy wspólnych wakacji, za to miałyśmy wyjazdy krótsze. Ja z młodszą córką i ja ze starszą córką. Starsza wybrała sobie Edynburg, młodsza chciała Hiszpanię lub Chorwację. Ostatecznie byłam z nią w Splicie i w Rydze. Okazało się, że we dwie spędzałyśmy czas zupełnie inaczej niż we trzy. 

Wyjazd z nastolatkiem to też szansa, żeby nieco odpuścić kontrolę. Jasne, ustalamy ramy, godziny powrotu, budżet na lody. Ale jeśli masz ochotę leżeć w parku z książką, a dziecko samo poszwendać się po muzeum – to jest właśnie ten etap, całkiem zresztą przyjemny.

Rodzinny city break – da się?

Da się. Ale trzeba mądrze.

Rodzinny city break to świetna opcja na pierwsze podróże: tanie loty, krótki czas, sporo do zobaczenia. Warto wybrać np. niewielkie miasto przyjazne pieszym. Może być to Praga, Ryga, Bratysława, Tallin albo Bergen. To znakomite miejscówki na 2–3 dni. Blisko i z atrakcjami dla każdego. 

Przede wszystkim można w ten sposób ogarnąć dosyć tanie wakacje z dzieckiem. Nie trzeba kredytu na 30 lat, żeby pokazać dziecku Europę. Można znaleźć tanie loty, spać w apartamencie z kuchnią i robić kanapki przed wyjściem na miasto czy brać herbatę albo kawę w termosie. 

Przy okazji, jeśli nie wiesz, jak zacząć, to zamów plan podróży skrojony pod Twoją rodzinę. Ty mówisz, co lubicie, ja ogarniam resztę.

Od kiedy dziecko może lecieć samolotem? Samodzielny lot dziecka

W jakim wieku dziecko może lecieć samodzielnie samolotem? Odpowiedź brzmi: to zależy. I nie, to nie jest wymiganie się od odpowiedzi, tylko prawda, ponieważ każda linia lotnicza ma swoje własne zasady, często różniące się w detalach. Dlatego, zanim kupisz bilety, koniecznie zajrzyj do regulaminu przewoźnika.

Na przykład w Wizz Air dzieci poniżej 14. roku życia nie mogą podróżować same, ale jeśli bliska osoba ma 16 lat, już może pełnić funkcję opiekuna. I wiem to z autopsji, bo moja 16-letnia córka wróciła z Holandii z młodszą siostrą i linia nie miała żadnych zastrzeżeń. W praktyce wyglądało to tak, że miały kupione bilety, miejsca obok siebie i weszły razem na pokład. O wiek spytano dopiero w samolocie, bo siedziały przy drzwiach ewakuacyjnych.

Z kolei Ryanair patrzy na to zupełnie inaczej. Dzieci poniżej 16. roku życia w ogóle nie mogą podróżować bez dorosłego, a 16-latek, choć może polecieć sam, nie może być uznany za opiekuna dla młodszego rodzeństwa. Czyli ta sama para sióstr nie mogłaby już razem wrócić Ryanairem, mimo że obie są teoretycznie wystarczająco „duże”, by jechać pociągiem przez pół Europy (a jechały sobie w Holandii same do Rotterdamu).

To właśnie dlatego nigdy nie zakładaj niczego z góry, bo wiek 16 lat w jednej linii znaczy „pełnoprawny opiekun”, a w innej „jeszcze dziecko”. A jeśli chcesz mieć pewność, że cała podróż będzie nie tylko tania, ale też legalna i spokojna, to sprawdź regulamin przed zakupem biletu, a nie przy odprawie. To oszczędzi i stresu, i nerwowego googlowania w nocy.

Podsumowanie — wakacje z dziećmi

Podróże z dziećmi nie muszą być udręką. Nie muszą być też Instagramową bajką. Ale mogą być przygodą, która zostaje w pamięci na lata. I niekoniecznie w formie miliona zdjęć, bo jak się okazuje… dzieci pamiętają więcej, niż myślisz. 

Jeśli boisz się, jedźcie na 2-3 dni. Jeśli marzą Ci się wakacje, wybierz hotel z basenami i animacjami. Zabieraj jednak dzieci, bo nic tak skutecznie nie kształci, jak podróżowanie. 

MIKROPODRÓŻE

by Aleksandra Michalak

Nie musisz mieć miliona na koncie ani nerwów ze stali, żeby zacząć podróżować. Pokażę ci, jak znaleźć tanie bilety lotnicze, jak się spakować do małego plecaka i jak podróże mogą wpłynąć (korzystnie!) na twoje życie.



Grudzień nie zrujnuje Ci portfela, jeśli przestaniesz kupować głupoty!
Masz –20% z kodem RENIFLOT na wszystkie e-booki i travel plannery Mikropodróży. To coś, co naprawdę Ci się przyda.