Detour i townsizing – nowe sposoby na podróżowanie?

Porównanie Rzymu i Matery – tłumne miasto kontra spokojne miasteczko

Detour i townsizing – nowe sposoby na podróżowanie?

  • Aleksandra Michalak
  • Mikropodróże - flow

Wiecie, że jak bardzo kocham szybkie city breaki: wylot w piątek, powrót w niedzielę, a pomiędzy nimi sprint przez stolicę, 20 kilometrów dziennie i tysiąc zdjęć. Jednak wciąż śledzę trendy, zaglądam na fora podróżnicze, a także słucham tego, co mówią mi znajomi i interesuję się… ich zainteresowaniami podróżniczymi. Widać z nich, że coraz więcej osób chce w podróży spokoju, autentyczności i nastawia się na odkrywanie tego, co nie cieszy się jeszcze wielką popularnością. I oczywiście to wszystko ma swoje obco brzmiące nazwy, np. detour i townsizing.

Detour – czyli objazd (niekoniecznie przymusowy)

Słowo detour w języku angielskim oznacza po prostu „objazd” albo „zboczenie z trasy”. W turystyce zaczęto go używać na początku 2020 roku, gdy zmęczeni tłumami i utartymi schematami city breaków podróżnicy zaczęli doceniać to, co odkrywa się „po drodze”. Termin podchwyciły media podróżnicze w USA i Wielkiej Brytanii, m.in. „National Geographic” i „Condé Nast Traveler”.

Detour w praktyce oznacza świadome zejście z głównej trasy: zamiast prosto do stolicy, wybierasz lokalne drogi i zatrzymujesz się w miejscach, które nie są turystycznymi hitami. To nie „objazd kłopotliwy”, jak przy remoncie drogi, tylko taki, który staje się sensem podróży. W polskim tłumaczeniu można by mówić o „podróżach bocznymi drogami” albo „objazdach turystycznych”, choć brzmi to mniej światowo niż „detour”. Dlatego często zostawia się angielską nazwę, dodając polskie objaśnienie.

Drewniane czerwone zabudowania skansenu w Uppsali, otoczone zielonym trawnikiem i drewnianym płotem, z widocznymi tradycyjnymi domkami i dzwonnicą w tle.

Townsizing – małe miasta zamiast wielkich metropolii

Z kolei townsizing to nowy termin, który pojawił się w mediach podróżniczych dopiero w 2023–2024 roku. Używano go m.in. w raportach o trendach turystycznych w Europie Zachodniej. To połączenie słów town (miasto) i downsizing (ograniczanie, zmniejszanie). Idea jest prosta: zamiast tłumów i wysokich cen wielkich metropolii, turyści wybierają mniejsze miejscowości, czyli spokojniejsze, tańsze i bardziej autentyczne.

Po polsku można to przetłumaczyć jako „stawianie na mniejsze miasta”, „odkrywanie małych miejscowości” albo, nieco żartobliwie, „zmiana city breaka na town breaka”. To podejście mocno wpisuje się w nurt slow travel.

Skąd wzięły się te trendy?

Oba pojęcia mają wspólny rodowód: zmęczenie masową turystyką i przebodźcowaniem. Pandemia i ograniczenia w podróżach sprawiły, że ludzie zaczęli szukać miejsc mniej oczywistych i mniej zatłoczonych. Zamiast stolic polubili małe miasta. Zamiast głównej autostrady – boczna droga.

Nie ma jednego „wynalazcy” tych haseł. To raczej efekt dyskusji w mediach podróżniczych, raportów turystycznych i trendów z Instagrama czy TikToka. Jedno jest jednak pewne: zarówno detour, jak i townsizing, pokazują nową filozofię podróży: wolniejszą, spokojniejszą, bardziej „dla siebie” niż „dla zdjęcia”.

Detour + townsizing = duet idealny

Najciekawsze jest to, że te dwa trendy świetnie się uzupełniają. Detour zachęca, żeby zboczyć z głównej trasy i nie jechać zawsze na wprost, jak GPS każe. Townsizing z kolei mówi: skoro już zjechałaś z autostrady, to może zamiast wielkiej, zatłoczonej stolicy wybierz mniejsze miasto, w którym naprawdę odpoczniesz.

To właśnie podczas takiego detour często odkrywasz perełki townsizingu. Jedziesz niby do 

  • Lecisz do Bari i zamiast gnać od razu na wybrzeże, śmnigasz do Matery. I nagle okazuje się, że to właśnie kamienne zaułki i widok na starówkę pamiętasz lepiej niż wszystkie plaże Apulii razem wzięte. 
  • Masz w planach Kotor, ale zatrzymujesz się w Peraście. I już nie chcesz ruszać dalej, bo kawa nad zatoką smakuje lepiej, gdy nie musisz przeciskać się między ludźmi wylewającymi się z wycieczkowców. 
  • Myślisz, że Oslo, czyli stolica Norwegii, to takie must have, ale po dniu w Trondheim dochodzisz do wniosku, że kolorowe domki nad rzeką dają Ci więcej radości niż kolejna kawa wypita w modnej kawiarni w centrum metropolii.
Panorama historycznego centrum Matery z kamiennymi domami i wąskimi uliczkami, ułożonymi kaskadowo na zboczu skalistego wzgórza pod błękitnym niebem.

I nagle okazuje się, że największe przygody czekają nie tam, gdzie wszyscy, tylko właśnie tam, gdzie przypadkiem skręcisz w boczną drogę. To właśnie wtedy trafiasz na lokalny festyn, gdzie połowa wioski gra na trąbach, a druga połowa gra w karty. To wtedy znajdziesz knajpkę, w której menu nie ma wersji angielskiej, ale kelner przynosi to, co akurat jest w kuchni. To wtedy masz chwilę ciszy, spacerujesz pustą uliczką i tak sobie żyjesz podróżą. 

Dlaczego warto?

  • Mniej turystów, więcej spokoju – możesz faktycznie poczuć klimat miejsca.
  • Niższe ceny – kawa i nocleg w mniejszym mieście nie zrujnują portfela.
  • Autentyczność – lokalsi, którym tysiące turystów nie zaszło jeszcze za skórę, są bardziej otwarci.
  • Nowe wspomnienia – często te „z przypadku” okazują się najlepsze.

Detour i townsizing – podsumowanie

Te dwa hasła świetnie opisują zmieniające się podejście do podróży. Zamiast kolejnego maratonu przez zatłoczoną stolicę, daj sobie przestrzeń na to, by zjechać na boczne drogi i obejrzeć małe miasteczka, w których jest to, co w podróżach najważniejsze: spokój, autentyczność i historie prawdziwych ludzi. 

MIKROPODRÓŻE

by Aleksandra Michalak

Nie musisz mieć miliona na koncie ani nerwów ze stali, żeby zacząć podróżować. Pokażę ci, jak znaleźć tanie bilety lotnicze, jak się spakować do małego plecaka i jak podróże mogą wpłynąć (korzystnie!) na twoje życie.


„Twój plan na tanie podróże” już jest!
„Mikropodróże dla znerwicowanych” i „Kontrola plecaka” wróciły w odświeżonej wersji.

✔ bardziej przejrzyste
✔ ładniejsze graficznie
✔ lepiej poukładane
✔ zaktualizowane o nowe informacje i patenty

👉 Z kodem BARCELONA wszystkie moje e-booki są teraz 20% taniej.
📌Promocja trwa do końca lutego.